![](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEitBTUbhUcvFBarxxERid4RGGW2OiGDfRw18ukAvsd8WjGwlDBL2Qu3zfpYfcDny6MvTBjBqce7nLhAbgYzdC6J3lG7AFzg6VQ0_-wu2pG9IVvfN2L_ZPjCrmimhAVKpQhTZceX1gt8Buj2/s280/998736_podaj-lape.jpg)
Przyznaję, że na co dzień psuję moim kotom zabawę. Po prostu zamykam pokój, kiedy wychodzę do pracy, i nie maja dostępu do ulubionego okna. Niestety - zostawienie ich samych w tym pokoju grozi destrukcją mojej najnowszej kolekcji storczyków ;)
Ale już w weekend od rana zaczynamy radosna procedurę. Na czym ona polega?
Ano na tym, że jak to w zimie, dokarmiam ptaki. Wysypuję im pokarm na parapet. I od poniedziałku do piątku posilają się w spokoju. Za to w sobotę i niedzielę mają rozrywkę. Moje koty urządzają im liczne, atrakcyjne niespodzianki ;)
Po pierwsze: nie ma już kociego drzemania. Trzeba trwać na posterunku i nie zamknąć oka nawet na minutę ;) Siedzą więc sobie grzecznie, dopóki na latarni lub pobliskim drzewie nie pojawią się skrzydlate istoty.
Wtedy zaczyna się procedura dobrania idealnego miejsca do straszenia. Jeden na szafie, spogląda z góry; drugi za doniczką, wystawia łebek raz po raz. Każde miejsce jest dobre, byle z niego móc obserwować, a jednocześnie być w miarę niewidocznym. A kiedy ptaki zaczynają krążyć robiąc zwiady, moje koty uruchamiają proces przyczajenia - płasko przy podłożu, bystry wzrok i ani drgnąć... ;)
Oczywiście wcześniej słychać cała masę specyficznych terkotów i pogruchiwań. Jeden drugiemu tłumaczy, że widzi ptaka, a tamten mu odpowiada. Tak się wzajemnie nakręcają, że gdybym znienacka zastukała ołówkiem w szafkę, pospadałyby z wrażenia :D Mają zmysły napięte jak struny.
A kiedy wreszcie ptaszek wyląduje...Moje koty hyc do góry, łapami po szybie, rozpłaszczają się na oknie i syczą albo patrzą dzikim wzrokiem. Ptak od razu ucieka w popłochu. Ale za moment próbuje wrócić, więc moje pumy wciąż tkwią na posterunkach ;) I tak do popołudnia, kiedy zaczyna być nudno, bo ptaki rezygnują czując nadchodząca noc, a i kotom już mocno chce się spać...
![](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjZecLtJPdyCvWGf8kbPqZugTA0o23Sm02AoM_tQc3k0uL-zzQjaIpiJ4IRTNhLP1PSqkFBIP_2yFYat5M2xJLR2Dz1u58NB9oqGzzgu-AJTTQrefklQMiUUIn4PBHZT5i-BVzC1b7Pa2vU/s280/WINDOW-CAT-540x404-500x374.jpg)
Czasem w ekscytacji próbują wydostać się uchylonym oknem, by dopaść ofiarę. Na szczęście ani wspiąć im się nie udaje, ani w lufciku się nie mieszczą ;)
A jak tam Wasze tygryski? Też szaleją na parapetach? Podzielcie się wrażeniami :)
Pozdrawiam, Ala S.
Mój raczej przygląda się i "pomiałkuje" w bardzo śmieszny sposób. Z lekko drżącym ogonem ;)
OdpowiedzUsuńKażdy ma swój sposób polowania ;)I pewnie dla Ciebie, tak jak i dla mnie, samo patrzenie na nakręconego ptakami kota, to niezła zabawa ;) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńmoje koty jak widzą ptaki tylko zębami zgrzytają..
OdpowiedzUsuń:)
UsuńMój Chadek raz wypadł z okna - właśnie próbując łapać wróbla. Od tamtego czasu nie otwieram okien kiedy na drzewie naprzeciwko siedzą ptaszyska :)