wtorek, 1 lipca 2014

A psik! Czyli alergia na kota...

Nie pamiętam już, czy pisałam o tym na blogu, na facebooku czy na którymś kocim forum, więc może powtórzę: Jestem alergikiem. Mój organizm gwałtownie reaguje na alergeny zawarte w kociej ślinie (czyli w zasadzie na kota, bo przecież ślinę ma na całym futrzastym ciałku :)). I kotów mieć: nie powinnam!
Nie wiedziałam o tym kilka lat temu, kiedy mieszkała ze mną Majka i Neśka, moje poprzednie kocie rezydentki. Zaczynało mnie wtedy dusić, prychałam, męczył mnie katar, ale nie kojarzyłam tego jeszcze z kotami. Potem diagnoza lekarska uświadomiła mi w czym rzecz.
Kiedy więc ich zabrakło obiecałam sobie, że więcej kotów mieć nie będę. I...
I dotrzymałabym słowa, ale koty miały co do mnie swój własny plan, który z premedytacją zrealizowały :D

Chadek - czarna bestia - został znaleziony w Chełmskim Domu Kultury (skrót: ChDK, stąd imię nadane przez pracowników tejże instytucji). Nie miał się gdzie podziać, szwendał się pod śmietnikiem w deszczu, pomieszkiwał kątem w domu kultury, nikt go nie chciał, bądź nie mógł wziąć, ja też się wzbraniałam, ale... Koniec października to był (2010 rok),wieczór, po próbie gospel, zimno, ciemno, a on taki malutki, niespełna półroczny, zagrożony bezdomnością (bo w publicznej instytucji hodować kota na dłuższą metę się przecież nie dało). Wzięłam. I nigdy nie żałowałam!

Po dwóch tygodniach przyniosłam mu towarzysza. Małego, chudego kotka, którego mama okociła się na czyimś podwórku i właściciele na gwałt szukali domów dla tej piątki małych kociąt. Miałam kaprys (stąd imię: Kaprys) wziąć drugiego kota - wybrałam jego. A w zasadzie to on mnie wybrał, bo ja wolałam jego brata - był większy, łobuzowaty, śmiały. Ale Kaprys piszcząc wgramolił mi się pod kurtkę, przytulił i... I wzięłam tę małą wówczas, zawodzącą żałośnie hienę :) Do dziś zawodzi i do dziś jest strachliwy, Tyle, że waży już całkiem słusznie. I miziasty jest okrutnie ;)

Co z alergią?
Nie wiem :) Teoretycznie jest. Leki biorę, ale... Dawek nie zwiększałam odkąd są koty. Mam wręcz wrażenie, że mój organizm sam się musiał przestawić i przyzwyczaić do tego, że alergen jest i trzeba z nim żyć. Alergen razy dwa! ;)
Pamiętam, jak mój alergolog powiedział mi wprost: "Wyrzucić dywany, zasłony i koty. Bez dwóch zdań. Albo pani, albo koty!"
Zasłon nie mam, dywanu tylko mizerny kawałek, ale kotów - nie oddam!

Pamiętam również, jak mój rodzinny lekarz opowiadał: "Mam pacjentkę, która ma papugę. Kocha ją nad życie, ale niestety jest na nią uczulona. Dusi się, oczy jej łzawią i są wiecznie przekrwione. Kiedy jej kazałem oddać ptaka, powiedziała: " Prędzej się uduszę, niż ją komuś oddam! To członek mojej rodziny!"".
Jak ja ją doskonale rozumiem...

Na koniec dodam, że w kotach jest chyba jakiś radar...Przynajmniej moje tak mają: Ilekroć przyjdzie do mojego domu gość, który ma alergię na koty, one natychmiast gramolą mu się na kolana! Im bardziej człowiek się opędza, tym one natrętniej domagają się od niego pieszczot. Dziwne?
Może nie do końca. Obserwowałam przez ostatnie trzy lata, jak szczególnie Kaprys upodobał sobie kolegę mojego syna. A ten biedak jest uczulony na koty!
Chłopcy zamykali się przed kotami w pokoju, syn pilnował, żeby kot nie miał do kolegi dostępu. A kot tarzał się w butach gościa, lizał rękawy kurtki, jednym słowem: jakby szukał kontaktu z osobą...

A dziś? A dziś wracając z pracy zastaję często owego kolegę z moim synem przed komputerem. Drzwi do pokoju są otwarte. Jeden kot śpi pod ich nogami, drugi obok w fotelu. I żadnego kichania, żadnego duszenia się. Podobno: "Samo mu minęło" :)
A może nie samo? Może to moje koty systematycznie go na siebie "odczulały"? Tak podejrzewam i będę się przy tym upierać ;)

Pozdrawiam wszystkich prychająco - duszących się.
Nie namawiam do tak drastycznej terapii jaką ja stosowałam, ale...
"Czym się strułeś, tym się lecz!" naprawdę działa. Jestem tego chodzącym dowodem :)


2 komentarze: